Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

Małe słabości

polskanightingale

Lato 2014

 

Pierwsze kilka dni po przeprowadzce do nowego domu spędziłam na rozpakowywaniu swoich rzeczy, upychaniu ciuchów w szafie, chowaniu do półek swoich dokumentów, książek. Arek miał już przygotowanie dla mnie miejsce. Chyba się nie spodziewał, ile rzeczy kobieta może nazbierać w ciągu dwóch lat. Jeszcze jeden rok w Anglii i musiałabym wynająć ciężarówkę. Skrzypce. Kompletnie nie wiedziałam, gdzie je wsadzić. Kupiłam pół roku temu, a nawet nie miałam ich w dłoni – poprzednim lokatorom bardzo przeszkadzał hałas. Po chwili namysłu znalazłam miejsce – zakurzony futerał wylądował na szafie. 

Arek, chłopak którego poznałam przez portal randkowy, wynajmował dwupokojowe mieszkanie w wiktoriańskim szeregowcu. Na dole salon, na górze, po schodkach, dwie sypialnie. Jako że umowa na mieszkanie była na niego, ładniejszą, większą sypialnię zostawił dla siebie, a drugą podnajmował parze z Portugalii. Mieszkanko było ładne, czyste. Arek mieszkał już w Anglii 10 lat, dorobił się mebli, sprzętu elektronicznego. Do tego z tyłu domu był zabetonowany, malutki „ogródek”, tzw. yard. Arek z Portugalczykami wychodzili tam na papierosa. A w cieplejsze dni yard idealnie nadawał się na grilla.

 england371163_1920

Gdy już rozpakowałam swój dobytek, przyszła pora na opracowanie trasy do nowej pracy. Rowerem dojazd trwał jakieś 20 minut. Nie najgorzej. Praca zapowiadała się nieźle. Szef, Hindus, obiecał mi tydzień wprowadzenia do pracy, tak zwanego „induction”. Długość tego wprowadzenia zależy od pracodawcy, czasem dają tydzień, czasem dwa tygodnie, niektórzy nawet miesiąc czy dwa. Hindus założył, że jeżeli pracowałam już w domu opieki, to nie jest mi potrzebne wprowadzenie dłuższe niż tydzień, no chyba że będzie widział, że sobie nie radzę. Ten czas służy poznaniu pacjentów, współpracowników i topografii placówki.

Pierwszy dzień pracy przebiegał bez problemów. Nie spodziewałam się, że szef będzie mnie oprowadzał po domu osobiście! Przedstawiał mnie poszczególnym osobom, pacjentom. Zatrzymaliśmy się na chwilę przy pielęgniarzu, który akurat rozkładał leki.

- Cześć Carlise, jak się masz? Chciałbym przedstawić ci Paulę, nową pielęgniarkę.

Carlise zmierzył mnie wzrokiem i się uśmiechnął.

- Nareszcie nowa pielęgniarka! Miło mi cię poznać, Paula. – uśmiechnął się i zwrócił się do szefa: – Krishna, to możemy teraz porozmawiać o moim urlopie?

Wzrok Hindusa uciekł w bok. Nie patrząc na pracownika, rzekł z uśmiechem: - Oczywiście, Carlise. Porozmawiać, to my możemy zawsze – odpowiedział.

Po obejściu domu opieki Krishna, hinduski szef, zaprosił mnie do swojego gabinetu. Usiadłam naprzeciw niego. Miałam dostać do podpisania umowę, na razie dostałam jedynie wstępną. Po chwili podsunął mi papiery do podpisania. Zaczęłam powoli czytać. 44 godziny w tygodniu?!

- Krishna, przepraszam, ustalaliśmy, że będę pracować 33 godziny w tygodniu. Poproszę o korektę.

- Paula, zarobisz więcej, więcej urlopu – zaczął oponować szef.

- 33 godziny w tygodniu albo poszukam innej pracy – zdenerwowałam się. Hindus doskonale wiedział, że zależało mi na mniejszym kontrakcie. Rozmawialiśmy o tym już przy rozmowie o pracę. Nie potrzebowałam więcej godzin w pracy. W poprzednim domu opieki pracowałam po 4-5 dyżurów w tygodniu. Tym razem chciałam się skupić na tym, co najważniejsze. By być szczęśliwą, na pielęgnowaniu ogniska domowego, na podróżach. Nie wracałam już do pustego mieszkania, ktoś już tam na mnie czekał. Potrzebowałam więcej czasu dla siebie.

Zobaczyłam w oczach Hindusa złość. Zdziwiłam się, jak to zmieniło jego wyraz twarzy. Po rozmowie kwalifikacyjnej odniosłam wrażenie, że to bardzo sympatyczny człowiek. Gdybym zobaczyła tę złość wcześniej, nie wzięłabym tej pracy. Coś mi tutaj zaczęło śmierdzieć.

- Dobrze, już zmieniam, jak sobie życzysz – powiedział Hindus, już z lekkim uśmiechem, ale ciągle z widocznym uporem na twarzy.

 writing1149962_19201

***

- Kochanie, jak było pierwszego dnia w pracy? – Weszłam do salonu, na kanapie siedział Arek, który patrzył na mnie znad komputera. Wstał, przywitał się. Po prawej stronie komputera stało piwo, a w lewej ręce ciągle trzymał papierosa. Był jakiś podekscytowany. Co on tam kombinował?

- Dobrze, przez tydzień mam wprowadzenie do pracy. Dostałam umowę o pracę. A u ciebie? – zapytałam. Widziałam, że ma coś ciekawego do zakomunikowania, bo aż przestępował z nogi na nogę.

- Wygrałem na zakładach sportowych 300 funtów! – krzyknął. To niespodzianka! Zakłady sportowe? Co to do licha jest? Po chwili już siedziałam na kanapie w kłębach dymu papierosowego, słuchając o zasadach zakładów sportowych przez internet. Zaniepokoiłam się. Tyle się nasłuchałam, naoglądałam filmów o uzależnieniach od hazardu. Ale Arek uspokoił mnie, zapewniając iż wie, że to tylko zabawa. Za połowę z wygranej zamierzał sobie kupić tablet, a za drugą dalej sobie pogra w zakłady od czasu do czasu. Ehh, nie będę się czepiać. Każdy może mieć jakąś słabość.

- Super, że wygrałeś. Gratuluję. Pójdę już spać. Kierownik ustawił mi grafik na trzy 12-godzinne dyżury pod rząd. Chciał mi wcisnąć czwarty, ale się nie zgodziłam – powiedziałam do Arka, dumna ze swojej asertywności. Ale on już zatopił się w wirtualnym świecie. Wzięłam swoją torebkę, szklankę wody do picia na noc i zaczęłam wchodzić po schodach do sypialni. Za plecami usłyszałam dźwięk otwierania kolejnej puszki z piwem.

man2181478_1920

Tabula rasa

polskanightingale

 Lato 2014

 

Nasza seniorka w domu opieki, 102-letnia Teresa, zaczęła płakać. Objęłam ją ramieniem. Próbowałam ją pocieszyć, ale wywołało to odwrotny efekt.

- Co my bez ciebie zrobimy... – wyszlochała, zanosząc się łzami. O tym, że odchodzę, usłyszała w złym momencie. Właśnie miała zaostrzenie choroby. Z trudem łapała oddech przez przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Jest to choroba nieuleczalna, charakteryzuje się ograniczeniem przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Wszelkie medyczne działania mają na celu poprawienie komfortu pacjenta i spowolnienie procesu choroby. Dolegliwość ta niosła za sobą nieprzyjemne objawy, takie jak kaszel, uczucie ciasnoty w klatce piersiowej i duszność. Krótkotrwałą ulgę niosły inhalacje i leki. Jednakże choroba ta może prowadzić do niewydolności oddechowej, a z nią walczy się już w szpitalu. A Teresa nie zamierzała być już hospitalizowana, jej życzeniem było umrzeć w domu. 

Po domu opieki rozniosła się już wieść, że odchodzę. Zamierzałam się wyprowadzić jedynie 50 kilometrów od Manchesteru. Nie jest to dużo, obiecywałam współpracownikom i przede wszystkim sobie, że będę odwiedzać to miejsce, gdzie swoich podopiecznych pokochałam jak członków rodziny.

sunrise1688097_1920

Co skłoniło mnie do tak nagłej przeprowadzki? Wśród wiadomości na portalu randkowym znalazła się jedna, która mnie zaciekawiła. Pierwsza randka, później kolejne. On z innego miasta. Odwiedzaliśmy się co weekend. Raz on przyjeżdżał do mnie, raz ja wybierałam się szybkim pociągiem do jego miasta. Zobaczyłam, że można zacząć żyć inaczej, zaczęłam poznawać nowych ludzi. Zachłysnęłam się zabawą, imprezami do rana, suto zakrapianymi alkoholem. Szybko usłyszałam zapytanie o wspólne mieszkanie. Na początku ucieszyłam się, ale i przeraziłam tym tempem. No i zdarzyło się coś, co przyśpieszyło moją decyzję.

- Zapłacę ci, żebyś się wyniosła – zaproponował Karol. Współlokatorzy - Karol ze swoją dziewczyną -  mieli trudności w wynajęciu swojego mieszkania. Nadal mieszkali w trzecim pokoju, o metrażu dwa na dwa metry, i kombinowali, jak poszerzyć swój horyzont. Z zazdrością spoglądali na mój dwuosobowy pokój, w którym było pełne umeblowanie, a u nich mieścił się jedynie materac i wąska szafka. Czekali, aż zechcę się dobrowolnie wyprowadzić, wspomagając to ciągłym obgadywaniem i tworzeniem dziwnych historii na mój temat.

Propozycja Karola nie tyle mnie zaskoczyła, co bardziej zmotywowała do myślenia o wyprowadzce. Wtedy odczułam, że w tym mieszkaniu nie mogę już dłużej zostać. Po prostu mnie tu nie chcieli, nie pasuję do obrazka. Propozycja przeprowadzki do nowego miasta zaczęła bardzo mi odpowiadać. Po prostu tak miało być.

Rozpoczęłam od szukania pracy w nowym mieście. Wrzuciłam swój życiorys na stronę internetową, zajmującą się rekrutacją pracowników. Rozdzwoniły się telefony. Tego się nie spodziewałam. Pielęgniarki w Anglii są bardzo poszukiwane, młode Angielki niechętnie podejmują się studiów na tym kierunku. Rekruter zaplanował mi na jeden dzień trzy rozmowy kwalifikacyjne.

W każdym z domów opieki trzeba było zdać odpowiedni test z leków, było też trochę pytań sprawdzających poziom języka angielskiego. Żaden z tych trzech domów nie przypominał mojego w Manchesterze.

- Chcesz dostać się później do szpitala? Jeżeli przyjmiesz pracę w naszym domu opieki, później na pewno ją dostaniesz – powiedział rekrutujący mnie Hindus. Złożyłam już aplikację do szpitala jakiś czas temu, bez odzewu. Musiałam wziąć inną pracę.

- To nie jest zwykły dom opieki. To placówka oceny pielęgniarskiej. Tu masz szansę się dużo nauczyć. Pacjenci, którzy  zostali wypisani ze szpitala, a jeszcze nie radzą sobie sami w domu, przychodzą do naszej placówki. My oceniamy tutaj, czy wymagają pomocy opiekuna przychodzącego trzy razy dziennie, czy całodobowo, czy raczej trzeba wysłać ich gdzie indziej, na przykład do domu opieki czy na oddział rehabilitacji – uśmiechnięty Hindus dalej opowiadał w superlatywach o ofercie pracy i przekonywał mnie, bym ją przyjęła. Zadałam kilka pytań, o zarobki, benefity, o liczbę pacjentów przypadających na jedną pielęgniarkę. Wszystko brzmiało bardzo dobrze. Jeszcze tego samego dnia, zmęczona rozmowami o pracę, ale zadowolona z siebie, trzymałam w ręku wstępną umowę. Czułam, że będę tu bardzo szczęśliwa.

box1209969_1920

W Manchesterze, w dzień przeprowadzki, pakując powoli swoje rzeczy w kartony, wspominałam tutaj spędzony czas. Szkolenia z różnic w pielęgniarstwie w Derby, pierwszy dzień w pracy, wizyty rodziców i nowe znajomości. Tak wiele się zmieniło, od kiedy tu przyjechałam. Drzwi od domu zatrzasnęłam za sobą ze złością, bo pokłóciłam się na samo zakończenie ze współlokatorami o niesprawiedliwe rozliczenie rachunków. Ach, ten „piniądz”. Mimo że w końcu udało się ustalić, komu po ile, ciągle czułam niesmak spowodowany nieprzyjemnym rozstaniem.

Zostawiłam Manchester za sobą. Na widok nowego domu westchnęłam z ulgą. Nowa praca, nowe miasto. Stoke on Trent. Tym razem miałam oparcie, nie byłam sama. Zaczynałam znowu budować coś od początku. Od nowa. Czysta karta.

home1247155_1920

 

Pokolenie 1500 brutto

polskanightingale

Wiosna 2014

 

W końcu nadszedł wyczekany czas urlopu. Pięć dni. Wiedziałam, że minie jak z bicza strzelił, dlatego skrzętnie zapisałam sobie na kartce, co planuję na każdy wolny dzień. Trzeba iść na przegląd do dentysty, bo w Anglii drogo, a poza tym nie ma to jak Polski dentysta. Mimo, że już potrafiłam bez problemu płynnie się porozumieć w języku angielskim, obawiałam się, że będzie jak w tym kawale:

Przychodzi Polak do angielskiego dentysty w Londynie i pokazuje palcem bolący ząb mówiąc:
- Tu.
Dentysta wyrwał mu dwa zęby, ale nie bolącego. Na to Polak mówi z bólem, znów pokazując:
- Nie tu, TEN !!!

  

Jeden dzień przeznaczyłam na zakupy. Wolę kupować ubrania w polskich butikach i poszperać trochę w lumpeksach w poszukiwaniu skarbów – to jeszcze takie przyzwyczajenie z czasów, gdy na pielęgniarskim etacie dostawałam za miesiąc pracy 1500 złotych. Koleżanki Angielki prosiły, abym przywiozła im polską kiełbasę w prezencie z podróży. Poszłam do delikatesów, kupiłam naręcze kiełbasy. Po chwili namysłu kupiłam jeszcze czekoladki. Odwiedzę dziewczyny z mojej starej pracy w szpitalu w Gdańsku, zaniosę im coś słodkiego. Ciekawe, czy przez dwa lata mojej nieobecności się coś zmieniło.

countrysausage1328865_1920

- Paula!! Na ulicy bym cię nie poznała! – krzyknęła pielęgniarka zabiegowa, widząc mnie w korytarzu. Rzeczywiście, przefarbowałam włosy z ciemnego koloru na blond, przytyłam 10 kilo, co zawdzięczam angielskim maślanym herbatnikom. Rozgościłam się w dyżurce, zaparzyłam sobie kawę. Po chwili zleciały się dziewczyny, żeby zamienić chociaż kilka słów.

- Opowiadaj, jak ci tam jest!

Dziewczyny z uwagą słuchały opowieści o pielęgniarstwie w dalekim świecie. O bajkowym domu opieki, o szacunku do pielęgniarek. O świecie, w którym pielęgniarka zarządza zespołem opiekunów, a nie jest człowiekiem „od wszystkiego”.

Nie jedna z moich koleżanek z poprzedniej pracy deklarowała, że również by wyjechała, ale za dużo trzyma w Polsce – kredyt, rodzina, kot, pies. No i nieznajomość języka angielskiego.  

- A co u was, kobietki, jakieś zmiany? Podwyżki? Jakieś nowe pielęgniarki? – badałam sytuację. Tęskniłam za Polską. Anglia, mimo że oferowała mi lepszą pracę, kojarzyła mi się dotąd z ogromną samotnością. Zerwane zaręczyny, nieudane randki, a nawet we własnym mieszkaniu zaczęłam czuć się jak intruz. Ale w życiu wtedy bym się przed koleżankami z pracy do tego nie przyznała. Chciałam pokazać się z tej silniejszej strony, że sobie radzę. 

- Oj, Paula... Zmiany, zmiany... Chyba na gorsze. Ciągle nas straszą zwolnieniami, że zamiast nas pozatrudniają opiekunki. Że niby tańsze, sobie wyobraź. Ile tańsze? 300 złotych? Te pielęgniarki, które są zatrudnione na etacie, nie widziały podwyżki od pięciu lat... – zaczęły narzekać. Polskie narzekactwo, chciałoby się powiedzieć. Tylko, że kiedy pracowałam w Polsce, to też tak narzekałam. Po pięcioletnich studiach, które nie były łatwe, zaproponowano mi tak śmieszne pieniądze na etacie pielęgniarskim, że musiałam się wspomagać pomocą w postaci słoików z jedzeniem od mamy. Mama co prawda dawała je z przyjemnością, ale o ile lepiej czułabym się z tym, że pracuję, zarabiam i mogę być samodzielna.

Zresztą problem małych zarobków dotykał nie tylko pielęgniarki. Większości z moich znajomych z liceum, którzy nie wyjechali za granicę, a osiedlili się w Gdańsku i okolicach, zaoferowano zarobki rzędu 1500 złotych. Osoby po studiach humanistycznych czy ekonomii nie mogli liczyć na więcej. Pracodawca zacierał ręce widząc tanią siłę roboczą  i wmawiał im, że przecież nie mają dużego doświadczenia i powinni się cieszyć, że nie pracują za darmo.

Pokolenie 1500 brutto. Tak nas nazywali.

money1386316_1920

 ***

- Paulinko, a myślisz o powrocie do Polski? – zapytała mama z nadzieją. Chciałabym wrócić, jednakże spotkanie z koleżankami ze starej pracy w Gdańsku tylko mnie przygnębiło i zapewniło w przeświadczeniu, że to jeszcze nie ten czas. Ale coraz częściej zaczęłam myśleć o chwilowej przerwie od pracy. Może w okresie świątecznym? Od pięciu lat nie spędziłam ani jednej Wigilii w domu, w gronie rodzinnym. Nawet gdy mieszkałam w Gdańsku, to zawsze pracowałam w Boże Narodzenie. A uzyskanie urlopu w Anglii w tym czasie było wykluczone. 

- Mamuś, jeszcze o powrocie nie myślę.

Mama ze smutkiem pokiwała głową.

 

 

 

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci