Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

Polak potrafi

polskanightingale

Zima 2016

 

Przeprowadzka poszła sprawniej, niż się spodziewałam. Od czasów, gdy opuściłam dom rodzinny, mniej więcej co roku zmieniałam adres. Już się miało tę wprawę. Dużo wcześniej podbierałam kartony po płynach infuzyjnych w pracy, a w domu skrzętnie pakowałam swoje klamoty. Systematycznie, powolutku, by w ostatni dzień, w dzień przeprowadzki, już siedzieć w spokoju na spakowanych kartonach.

Brzmi pięknie - jakie zorganizowanie. Tak, w dzień przeprowadzki siedziałam na kartonach, które zawaliły mi cały pokój. Z niedowierzaniem patrzyłam na tę masę rzeczy. Przecież przyleciałam do Oxfordu jedynie ze średniej wielkości walizką. Jeszcze przy pakowaniu oglądałam poszczególne przedmioty po kilka razy, zastanawiając się, czy na pewno są mi one potrzebne. Oczywiście, bez większości tych rzeczy nie potrafiłam się obyć, więc większość jechała ze mną do Londynu.

- Hmm... No, mogło być gorzej. Dobrze, że są trzy osoby do noszenia – chrząknął gościu patrząc na mnie i Mietka. Ofertę pomocy przy przeprowadzce znalazłam w internecie na portalu dla Polaków. Tak, jeżeli chodzi o usługi przeprowadzkowe czy budowlane, to ten portal jest niezastąpiony. W końcu większość Polaków na emigracji pracuje bardzo sumiennie, słyniemy przecież z pracowitości. No i z tego, że pracujemy po 12 godzin, minimum 6 dni w tygodniu.

Gościu, właściciel Vana, był chudym mężczyzną około 50 lat. Śpieszyło mu się, miał jeszcze na tę sobotę zaplanowane trzy podobne przeprowadzkowe fuchy. Od poniedziałku do piątku pracował jako kurier, a w weekendy łapał się czego mógł, by zarobić dodatkowy „piniądz”. Nosząc kartony nerwowo międlił niezapalonego papierosa w ustach. Wiedziałam, że odpali go, jak tylko wyruszymy z Oxfordu, i tak też się stało.

- Wiesiek?! Ty frajerze, kur*a! – Gościu, jedną ręką prowadząc vana, drugą strzepując papierosowy popiół przez półotwarte okno, krzyczał do telefonu przyczepionego do przedniej szyby samochodu. Patrzyłam na to z niedowierzaniem. Podobno mężczyźni są jednozadaniowi. No tak, ale Polak potrafi.

van3676_1920

Z zaciekawieniem patrzyłam przez okno na umykające krajobrazy. Okolice Oxfordu były bardzo malownicze, po drodze z obu stron szosy pasły się owce. Zbliżając się powoli do Londynu zauważałam, że na poboczu jest coraz więcej śmieci. Siatki foliowe powiewające na przydrożnych drzewach, opakowania po produktach z McDonald'sa czy czipsach. Wydawało mi się to dziwne. To ma być ten słynny Londyn? W Oxfordzie przecież było tak czysto!

- Duże miasto to duży problem – powiedział cicho Mietek. Ledwo go słyszałam, bo gościu ciągle wykrzykiwał siarczyste przekleństwa w stronę swojego telefonicznego rozmówcy, Wieśka. Po godzinie bycia biernym palaczem i wysłuchiwania ciemnej strony naszego pięknego ojczystego języka, mimowolnie podsłuchując soczystą rozmowę telefoniczną kierowcy, dotarliśmy na miejsce.

W tym deszczowym tego dnia Londynie miała rozpocząć się nowa przygoda. Nowe miasto, nowa praca. Na temat intensywnej terapii nie wiedziałam zbyt wiele. Praktyki w trakcie studiów - śmiech na sali. W tym czasie nie wiadomo było jeszcze, co zrobić ze studentkami pielęgniarstwa, postawiono nas przed ekranem pokazującym funkcje życiowe, z nakazem, że nie mamy niczego dotykać. Więc stałyśmy, nikt nie miał czasu zbytnio na pokazanie urządzeń, na wytłumaczenie zagadnień związanych z pacjentem w stanie krytycznym. Teraz wiedziałam, że wiele się nauczę i nie mogłam się doczekać pierwszego dnia w pracy.

No i od tego deszczowego dnia, wiedziałam, że jak będzie coś nie tak, chwila kryzysu, trudniejszy dzień, chwile radości, obok będzie Mietek. Spojrzałam na niego z uśmiechem. Stał przed drzwiami naszego nowego mieszkania z kluczem w ręku.

- Gotowa na nową, wspólną przygodę? – zapytał. Skinęłam twierdząco głową.

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Zawsze nadrabiam] *.ipv4.supernova.orange.pl

    Bardzo przyjemnie i lekko piszesz. Trafiłam przypadkiem i chętnie zostanę poczytać więcej. ;)

  • Gość: [Marta] *.dsl.dynamic.t-mobile.pl

    Każdy koniec daje szansę na nowy początek :)

  • Gość: [katarzynatuitam] *.dynamic.chello.pl

    Powodzenia ! ;)

  • Gość: [Karolina Nasze Bąbelkowo] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Świetnie napisane i wciągające jak dobra powieść :) Będę zaglądać po więcej - zwłaszcza że sama mieszkam od urodzenia w tej samej miejscowości, więc takie częste przeprowadzki to dla mnie abstrakcja :)

  • Gość: [Justyna] 185.107.143.*

    Idealnie dobrany tytuł :)

  • Gość: [naostryge] *.essensys.co.uk

    Wykrakałaś mi tymi wszystkimi notkami o przeprowadzkach i Londynie -- okazało się, że przeprowadzam się około końca października!

  • polskanightingale

    Marto mam nadzieję, że będziesz miała lepsze przygody związane z przeprowadzką niż ja ;-) a przeprowadzka w obrębie Londynu czy poza?

    Dziękuję za miłe komentarze! :-) Pozdrawiam serdecznie! :-)

  • naostryge

    Tym razem jeszcze w obrębie Londynu... Coraz bardziej mnie kusi, żeby się stąd wynosić, ale z powodu pracy raczej nic z tego nie będzie co najmniej przez następny rok czy dwa, może i dłużej. Paula musi tu jakiś czas popracować, żeby nie mieć potem problemu z szukaniem pracy w innych miastach, więc szukamy w Londynie i klniemy na to, jak jest drogo. Dzięki za życzenia! Panów od przeprowadzki mamy już namierzonych, trzeba tylko wziąć od przyjaciółki ich numer telefonu ;).

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci