Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

Luksusy w Londynie

polskanightingale

Zima 2016

 

Po kolejnej rozmowie telefonicznej z agentem nieruchomości miałam ochotę rzucić słuchawką o ścianę. Nie spodziewałam się, że znalezienie mieszkania w Londynie będzie takie trudne. Przy każdej ofercie okazywało się, że agencja robi „casting” na lokatora. Szukaniu mieszkania nie sprzyjało również to, że zmieniałam pracę, czyli byłam na umowie próbnej, a Mietek nie miał pracy wcale.

- No to ile pani rocznie zarabia? Ach tyle? Przykro mi, to za mało, żeby wynająć mieszkanie –  jeden z pośredników w końcu sprowadził mnie na ziemię i pozbawił złudzeń na wynajęcie własnego mieszkania. To oznaczało jedno. Będziemy mieszkać w „shared house”. Wiecznie na czyichś warunkach, gnieżdżąc się w małym pokoju. To nie było nic innego, co robiłam do tej pory. Nie miało się różnić niczym od oxfordzkiego kampusa.

Do tej pory nie musiałam szukać akomodacji, zapewniał ją pracodawca. Nie spodziewałam się, że jest to takie trudne.

Pierwszą rzeczą, której się nie spodziewałam po Londynie, jest uciekający czas. Nieważne, co pokażą mapy w Google, ile powinno zająć przemieszczenie się z punktu A do punku B w tej metropolii. Nieświadoma, że mogą wystąpić jakiekolwiek problemy, umówiłam się na oglądanie mieszkań, w których potencjalnie miałam wynająć pokój. Wszystkie blisko siebie, wystarczyło przejechać kilka przystanków autobusem. Teoretycznie. W praktyce, autobusy były tak przepełnione, że nawet się nie zatrzymywały na przystankach, bo nie zabierały już więcej pasażerów.

london2378254_19201

Co mnie zaskoczyło, to standard mieszkań, które oglądałam. Już w kampusie szpitalnym w Oxfordzie szału nie nie było, ale Londyn zszokował mnie jeszcze bardziej. Już z zewnątrz straszyła poszarzała czerwona cegła, często usypujące się dachówki. Po przejrzeniu ofert kilku pokoi załamałam ręce. W ciemnych klitkach straszyły rozsypujące się meble. W łazienkach brud, zacieki, cieknące staroangielskie krany, typowo po brytyjsku – oddzielne na ciepłą i zimną wodę. Nikt nawet nie pomyślał, by coś tam naprawić, by coś odnowić.

Dlaczego tak jest? Londyn boryka się z przeludnieniem, mieszkań jest stanowczo za mało i przez to są one bardzo drogie. Przy takim popycie landlord ma w głębokim poważaniu, czy oferuje przyzwoite warunki mieszkalne. Jest takie zapotrzebowanie, że i tak ktoś mu to wynajmie.

Cudem udało mi się złapać autobus, by przemieścić się do ostatniego mieszkania do oglądania. Z ciekawością rozglądałam się po okolicy, która była wyraźnie dzielnicą hinduską. Mój wzrok przyciągały bogato zdobione sklepy z pięknymi sari na wystawach, z wielokolorowymi indyjskimi sukniami. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że od dłuższego czasu nie widziałam żadnego białego człowieka, a i niektórzy pasażerowie, podróżujący mężczyźni i kobiety w chustach, zaczęli mi się podejrzliwie przyglądać. Odczułam ulgę, gdy monitor w autobusie wyświetlił informację, że w końcu dojeżdżamy do mojego przystanku.

Po odnalezieniu prawidłowego adresu z nadzieją zapukałam do drzwi. Dom wyglądał lepiej niż oglądane poprzednio, jedyne do czego mogłabym się przyczepić, to masa worków na śmieci leżąca koło koszy. Po krótkiej chwili już wiedziałam dlaczego jest tu nadprodukcja odpadów. Dom był duży, w 7 pokojach mieszkało łącznie 11 osób. Po krótkim oprowadzeniu przez Polaka, który zajmował się podnajmowaniem tego lokalu, stwierdziłam, że nie mogę się do niczego przyczepić. Pokój był mały, ale meble schludne. Zresztą więcej godnych zainteresowania ofert nie widziałam w tej okolicy.

- Tu jeszcze jest piwnica. Jeśli  macie rowery,  możecie sobie je tam schować. – Chłopak oprowadzał mnie po włościach do wynajęcia. Czarna, duża kropa na ziemi przyciągnęła mój wzrok.

- Och. Przecież to karaluch – zauważyłam z obrzydzeniem.

- Taaaak? Serio? Zobacz, o tutaj było otwarte okienko. Musiał wlecieć z dworu... – Chłopak próbował wybrnąć jakoś z krępującej sytuacji przydeptując karalucha i opowiadając o kolejnych zaletach tego domu:
– Dom jest multikulturowy. Mieszkają tu Rumuni, Francuzi, Czesi i nawet jest jeszcze jedna para Polaków. Z pewnością, będzie wam się dobrze mieszkać.

urban477551_1920

 

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Blair Czyta] *.dynamic.chello.pl

    Nie brzmi optymistycznie... Byłam w tym roku pierwszy raz w Londynie - cudowne miasto do zwiedzania, ale nie jestem przekonana, czy chciałabym tam żyć na co dzień. Powodzenia, oby było już tylko lepiej :)

  • Gość: [Karolina] *.dynamic.mm.pl

    Powiem Ci, że zburzyłaś właśnie moje "LondonDream". I dobrze, bo do Anglii się na razie nie wybieram :) Śmieszny wpis - przyjemnie się czytało. :)

  • Gość: [Stella] *.ipv4.supernova.orange.pl

    Dokładnie to samo opowiadali mi znajomi, to przerażające, ten brud, karaluchy, cieknące krany i co jeszcze.

  • Gość: [Almost Paradise] *.dynamic.chello.pl

    Londyn bardzo podoba mi się jako miasto, lubię go odwiedzać, ale... życie tam wydaje mi się małym piekłem. Te ceny, to przeludnienie, to okropne metro. Podziwiam bardzo!

  • naostryge

    Szukanie mieszkania w Londynie to naprawdę jest dramat, ale na szczęście za drugim razem idzie dużo lepiej :). Przynajmniej tak sobie powtarzam, bo my póki co zostajemy drugi rok w tym mieszkaniu, które mamy... Ale teraz jak się czasem rozglądam z ciekawości za czymś, to jest dużo lepiej niż za pierwszym razem. Może dlatego, że już wiem, w jakiej okolicy chcę mieszkać, to i wiem czego szukam? A może po prostu dlatego, że teraz podchodzimy już do tego z trochę większym budżetem...

    Ciekawe jest to, co mówisz o ludziach gapiących się w autobusie. Szczerze mówiąc jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, a mieszkam w bardzo, ale to bardzo mieszanej okolicy (widziałam nawet jakiś raport, że w szkołach w moim borough 20% dzieci to biali Brytyjczycy). Każdy się zajmuje swoimi sprawami, każdy gada po swojemu, i jakoś to idzie. Najbardziej mnie bawi, jak w weekendy Labour Party ustawia sobie stoliczek przy pobliskim centrum handlowym, i zawzięcie agituje, bo to takie w sumie nieduże centrum handlowe, raczej tylko ludzie z okolicy tam chodzą, a w ostatnich wyborach Labour miała tam wynik powyżej 80%. Kogo oni jeszcze próbują przekonać i po co? Poszliby do Kensington, tam przynajmniej mają jeszcze coś do roboty ;).

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci