Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

Włoska kuchnia

polskanightingale

Zima 2015

 

Dzięki przeniesieniu się do Oxfordu poznałam wielu nowych ludzi. Firma rekrutacyjna zadbała nie tylko o zapewnienie pracy i wprowadzenie do niej, ale również o stronę integracyjną. W tym samym czasie przyjechało kilka pielęgniarek i pielęgniarzy z Włoch, Hiszpanii i Portugalii. Już na początku dostaliśmy od pośrednika zaproszenie na spotkanie w starym angielskim pubie, gdzie mieliśmy okazję do zapoznania się. Podczas, gdy Hiszpanki trzymały się i rozmawiały w swoim gronie przeplatając język angielski z hiszpańskim, udawało mi się utrzymywać dobrą konwersację z Włochami. Wśród tej mieszanki razem z Sabiną, drugą Polką, wyróżniałyśmy się bladą cerą i słowiańską urodą.

- Uwielbiam Włochy! – Sabina rozpływała się nad urokami słonecznej Italii. Była tam kilkukrotnie, kiedyś miała chłopaka Włocha. Po chłopaku zostały teraz jedynie wspomnienia, ale i pozostał sentyment do jego kraju. Pochwaliłyśmy się znajomością kilku włoskich miejsc na mapie, kilku potraw. Nawiązana została nić porozumienia. Po chwili już dostałyśmy zaproszenie od jednego z Włochów na egzotyczne danie „pasta e piselli”, na które przystałyśmy z ochotą.

- Hmm... Z tego menu nie ma co wybrać... O mam! Poproszę lasagne – puszysta Włoszka o sympatycznej, pucołowatej twarzy postawiła na kuchnię swojego ojczystego kraju. Chwilę później zawtórowali jej rodzimi towarzysze, domagając się innych włoskich przysmaków w angielskim pubie. Kelner patrzył na zamówienie z wyraźnym niezadowoleniem.

- Ten pub słynie z pysznych burgerów domowej roboty...  – zaczął, ale Włoszka weszła mu w słowo.

- A na deser Tiramisu i Macchiato. Poproszę.  

Macie schabowego z ziemniaczkami z wody i surówką z kiszonej kapusty? – Wyobraziłam sobie siebie pytającą o nasze słynne danie. W sumie szkoda, że nie serwują tego w angielskich pubach. Dlaczego są dania kuchni włoskiej, jeżeli to podobno Polacy są największą mniejszością narodową w Anglii? Ale co ja widzę? Również odnalazłam tutaj jakiś ojczysty akcent.

- Poproszę cheeseburgera z frytkami i groszkiem. I piwo. Tyskie.

 pasta1331745_1920

***

 

Od dnia zapoznania z Włochami w angielskim pubie wychodziliśmy od czasu do czasu w większej grupie na jakieś spotkania czy imprezę. Zaraziliśmy się pozytywnym usposobieniem, nawet angielski z włoskim akcentem brzmiał jakoś weselej. Lekkoduchy. Trochę marudzili na kryzys w swoim kraju, ale dzięki niemu dostali motywującego kopa, by spróbować sił gdzie indziej. O czym marzą Włosi w wieku 20-30 lat? Nie o swoim domu, nie o założeniu rodziny. Oni chcą używać życia, podróżować. Podczas, gdy ja i większość moich polskich koleżanek każdy oszczędzony grosz chowałyśmy do skarpetek z tytułami „na mój własny dom”, „na wesele”, „na spłatę kredytu”, oni tego grosza nie oszczędzali bądź wydawali na bieżąco na wycieczki. Mogli narzekać na to, jak biednie im się żyło w ich kraju, jaki wielki kryzys ich dopadł. A jednocześnie, jeżeli tylko coś im się nie podobało, bez mrugnięcia okiem wracali do siebie. Oni byli nauczeni asertywności od dziecka, w sytuacjach konfliktowych w pracy szybko okazywali swój śródziemnomorski temperament.

My, Polki, siedząc razem z głośnymi Włochami na imprezie przedświątecznej w uroczej włoskiej restauracji „La Cuccina” w samych centrum Oxfordu, patrzyłyśmy w szoku, ile oni potrafią zjeść. Przystawka, zupka, danie główne, zestaw deserów, kawa. Wszystko to jedno po drugim znikało w ich włoskich, roześmianych paszczach. Podczas, gdy my, Polki, zjadłyśmy danie główne i trochę z zażenowaniem, że im nie dorównujemy w ilości jedzenia, grzecznie podziękowałyśmy za wspólny posiłek.

Kelner przyniósł rachunek. 540 funtów. No to teraz według tradycji włoskiej dzielimy rachunek na liczbę gości. Mi i pozostałym Polkom opadły szczęki. Popatrzyłyśmy po sobie w szoku. Że co? Każda z nas zjadła za niecałe 20 funtów, a oni nam każą płacić po 40!

- U nas w Polsce jest tradycja, że każdy sam płaci za to, co zjadł – rzuciła w eter najodważniejsza, wywołując konsternację wśród reszty włoskiego towarzystwa.

- No tak, oczywiście, jakoś to musimy rozwiązać. – Każdy zaczął wykreślać swoje zamówienia z metrowego rachunku.   

Rozstaliśmy się, tworząc dwa obozy, wyraźnie obrażony o zamieszanie przy rachunku – włoski, i zaraz za nimi w milczeniu szedł obóz polski, po cichu śmiejący się do siebie, że kuchnia włoska wyszła nam bokiem.

noodles2159543_1920

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • lavieestpasbelle

    Włosi, podobnie jak Francuzi celebrują każdy posiłek. Będąc w jednej z restauracji w Paryżu zaczęliśmy od aperitifu, poprzez przystawki, danie główne, różowe wino aż po deser i kawę espresso. Spędziliśmy ponad 1,5 godziny debatując o życiu, pracy i przyjemnościach.

  • Gość: [SielskieM] *.centertel.pl


    Piękny, pełen humoru tekst o...różnicach kulturowych ;)

  • naostryge

    Haha, brzmi jak moje perypetie z Hiszpanami i Portugalczykami! Już się nauczyłam, że jak z kasą krucho, to nigdzie z nimi nie idę. Ciekawe, że nawet ci, którzy są ciekawi innych kultur i innych kuchni, uważają, że ich styl życia i rytm posiłków jest jedyny słuszny. Miałam kilka zgrzytów z nimi, kiedy okazało się, że według nich jedzenie obiadu przed 19 jest bardzo śmieszne ;).

    A propos jedzenia, zapytałam moich Filipińczyków o ten przysmak, i przy okazji opowiedziałam całą Twoją anegdotę o próbie odespania nocki -- więc jeśli Cię wczoraj uszy piekły, to moja wina. Przysmak nazywa się po prostu suszona ryba (powiedziały mi też, jak to się nazywa po ichniemu, ale nie powtórzę Ci teraz...). Potrawę przyrządza się z ryby, która po złowieniu została osolona i wysuszona na słońcu -- taka metoda konserwacji. Z tego, co wiem, w Europie kiedyś konserwowało się tak mięso w beczkach. Smród powstaje, kiedy próbujesz tą suszoną rybę ugotować. Podobno jest "jak anchois, tylko duże".

  • polskanightingale

    Ach, mi się ten ich śródziemnomorski styl życia i rytm posiłków bardzo podoba... Myślę, że dzięki tym posiłkom, spożywanym w gronie rodziny/przyjaciół bardzo umacnia ich więzi. Nasze jedzenie w pośpiechu/ przy telewizji jest w porównianiu z celebracją posiłku jest trochę takie smutne... Ale fakt, że ich styl jest dużo bardziej kosztowny.
    Dziękuję gorąco za komentarze! Dziękuję Marto za rozeznanie sie w temacie suszonej ryby :-D teraz uważaj, bo możesz ją dostać w prezencie zamiast suszonego mango ;-D pozdrawiam serdecznie!

  • naostryge

    Coś jest w tym celebrowaniu posiłków, ale dla mnie robienie tego codziennie było fajne tylko przez pierwsze dwa tygodnie ;). I może jestem trochę najeżona po tym, jak moi sąsiedzi Portugalczycy podeszli do polskiej kuchni.

    Haha, myślę, że dostawanie ryby mi nie grozi ;). Nie spodziewam się, żebym miała w przyszłości mieć wiele okazji.

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci