Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

Neuroszurnięci

polskanightingale

Lato 2015

 

 - Paula, leć po diazepam! – krzyknęła w panice Lisa, moja koleżanka po fachu. Pacjent, który wczoraj miał zabieg usunięcia krwiaka w mózgu, stracił przytomność. Od kilku minut jego ciało tańczyło się w nieopanowanych konwulsjach, na przemian prężąc się i trzęsąc jednocześnie. Jedna z koleżanek już stała z przerażeniem w oczach, ale i skupieniem i z zegarkiem w ręku. Liczyła czas napadu padaczkowego, jednocześnie kontrolując, czy pacjent jest bezpieczny. Co znaczy bezpieczny w takim momencie? Czy nadal oddycha. Po chwili koło pacjenta stało dużo więcej pielęgniarek. Jeden z lekarzy przejął dowodzenie akcją.

- Szybko! Co tak wolno! Tlen! Wózek reanimacyjny!! – lekarz nerwowo oddelegowywał polecenia osobom stojącym w pobliżu. Po podaniu leków nadal nie było poprawy. Napad drgawkowy przedłużał się, tworząc sytuację coraz bardziej napiętą. Wokół łóżka pacjenta zbierało się coraz więcej osób, robiło się coraz więcej hałasu. Pacjenci z sąsiednich łóżek spoglądali po sobie  zdezorientowani. Patrząc na ich twarze miałam wrażenie, że wiem o czym myślą. Każdy z nich przyszedł tu na zabieg neurochirurgiczny i każdego z nich mogło spotkać to, co właśnie się działo. Cała akcja rozgrywała się na sali ogólnej, wieloosobowej, na szczęście między łóżkami są kurtyny, które zapewniają namiastkę prywatności. Szybko zaaciągnęliśmy zasłonę, by nie siać jeszcze większego przerażenia. 

- Co się tutaj dzieje? – do naszej ekipy dotarła grupa ratowników z anestezjologiem, który przejął dowodzenie nad akcją od naszego spanikowanego lekarza. Anestezjolog i ratownicy, dla których praca przy reanimacjach i stanach zagrożenia życia jest codziennością, opanowali nerwową atmosferę i dzięki nim zrobiło się trochę spokojniej. Ale tak naprawdę, mimo że nasilenie drgawek się zmniejszyło, pacjent ciągle miał skurcze lewej nogi i ręki, podczas gdy druga strona leżała nieruchomo. Oddychał, ale nie odzyskiwał przytomności.

Podczas, gdy Lisa zmagała się z sytuacją kryzysową, reszcie pacjentów trzeba było podać ich leki. Nie tylko swoim pacjentom, ale również przydzielonym Lisie, bo po takim ataku drgawkowym pacjenta jeszcze będzie musiała go długo obserwować i pojechać z nim na badania.

- Już pół godziny czekam na basen! – krzyknęła z wyrzutem jedna z pacjentek, kolejna spojrzała na mnie ze złością. Była po zabiegu. No tak, czekała na leki przeciwbólowe, które również nie zostały podane na czas przez sytuację kryzysową. Wszystko byłoby dobrze, gdyby dzisiaj stawił się do pracy opiekun medyczny. Ale się nie stawił, zachorował. Ehh, zresztą nawet jeśli by się stawiał, to chowałby się przed pracą po kątach.

 angry2191104_1920

Po uporaniu się z salą pań weszłam do izolatki. Pacjent został przyjęty do osobnej sali nie z powodu infekcji, ale dlatego, że po urazie głowy był bardzo zmieszany i agresywny. Z tego powodu, że zdarzyło mu się zamachnąć ręką na personel, pieczę nad nim sprawował specjalnie wynajęty dla niego pielęgniarz od zdrowia psychicznego. Taki gość zajmuje się bardziej psychologią, psychoterapią. Pięknie jest, jeśli pacjent współpracuje, chce rozmawiać. Jeśli nie chce i się robi agresywny, to i tak zazwyczaj wszyscy uciekają w popłochu, by zadzwonić po firmę ochroniarską. Tym razem pacjent był spokojny, a pilnujący go pielęgniarz siedział w kącie zasłonięty drugim krzesłem i grał w grę na telefonie. Podeszłam do pacjenta z tabletkami. Pacjent spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko. Do licha, co on miał w ustach? Nagle z uśmiechem wypluł wenflon, który sobie wyrwał, a chwilę wcześniej z radością przeżuwał razem z plastrem. Na szczęście, to nie jest mój problem, żeby założyć kolejny, bo w Anglii wkłucia zakłada lekarz. Kolejne spojrzenie na pościel. Wszystko zakrwawione. A pilnujący go pielęgniarz siedział w kącie i grał. Nic nie widział.

Od rana do popołudnia nie miałam przerwy, nie miałam nawet chwili, by napić się wody. Brakowało personelu, a po prostu na tym oddziale ciągle coś się działo, ciągle ktoś dzwonił, ciągle ktoś miał wyrzuty, że się przyszło do niego za późno. Gdy już rozdałam wszystkie leki, miałam ochotę uciec. Zmęczona postanowiłam, że muszę wyjść choć na krótką przerwę, bo zaraz im tu padnę i sama będę leżeć w szpitalu. Spełniając potrzeby pacjentów, zapominamy o swoich własnych.

Pod koniec dnia wracałyśmy z Lisą w milczeniu do szpitalnego kampusa. Lisa przyjechała z Filipin, wszystkie pieniądze, które zarabiała odkładała na dom w Manili. Kiedyś chciałaby wrócić do swojego kraju. Ale najpierw planowała uzyskać angielskie obywatelstwo. O swoich planach mówiła beznamiętnie, była bardzo zmęczona. Napięcie z dnia spływało z niej powoli. Na przerwę to chyba wcale się nie wybrała, jedyne co zjadła w ciągu dwunastogodzinnego dyżuru to batonik w trakcie pisania dokumentacji.

- Lubisz tę pracę? – zapytałam. Sama, zadając sobie to pytanie, nie potrafiłam na nie odpowiedzieć. Przecież pomagałyśmy ludziom, nie oczekując w zamian wdzięczności. A jednak brakowało mi słowa „dziękuję”. Wielu pacjentów było agresywnych, niepoczytalnych, nieprzewidywalnych. Często w zamian za pomoc i opiekę dostawałyśmy oskarżenia, wyzwiska i obelżywe gesty.

- Nie wyobrażam sobie robić nic innego niż pielęgniarstwo – odpowiedziała po cichu Lisa.

- Rozumiem, ale ten oddział? Jest bardzo ciężko. Ja do teraz się zastanawiam, dlaczego go wybrałam – zaśmiałam się. Wiedziałam dlaczego. Chciałam spróbować. Słyszałam kiedyś, że neurochirurgia jest najtrudniejszą dziedziną medycyny. W końcu niezbadana jest tajemnica ludzkiego mózgu.

- Wiesz Paula, wydaje mi się, że my jesteśmy neuroszurnięte – cicho zaśmiała się Lisa.

people164542_1280

Komentarze (13)

Dodaj komentarz
  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Umiesz zabawnie opisywać wcale niewesole przypadki.

  • Gość: [agnes] *.rev.webside.pt

    skąd ja to znam

  • Gość: [agnes] *.rev.webside.pt

    skąd ja to znam

  • Gość: [iwa] *.146.113.167.merula.net

    wklucia moga zakladac takze pielegniarkipo uprzednim szkoleniu

  • polskanightingale

    Prawda, pielęgniarki również mogą pobierać krew i zakładać wkłucia, jeżeli przeszły specjalne szkolenie :-) większość pielęgniarek tego nie robi, bo i tak mają już sporo pracy. Pozdrawiam serdecznie :-)

  • Gość: [Iwa] *.146.113.167.merula.net

    Pozdrawiam
    Iwona z Cambridge

  • Gość: [joa_lew] *.dynamic.chello.pl

    Jak ja to znam...neurochirurgia to oddział, na którym zaczynałam pracę zawodową. Wyniosłam z niego bagaż wiedzy i umiejętności na całe życie zawodowe. Ciężko,ciekawie, ale i czasem zabawnie. Żeby to wszystko przetrwać, rzeczywiście trzeba być "neuroszurnietym". Taką opinię, choć ubraną w nieco inne słowa miałyśmy w całym szpitalu.

  • Gość: [as] 176.58.22.*

    Bardzo fajnie opisane... a praca... godna medalu :*

  • Gość: [SzydelkoweCUDAsie] 46.151.141.*

    Nie mam zielonego pojęcia jak sprawy medyczne mają się od drugiej strony - tej od personelu. Ciekawie opisałaś sytuację i poczułam chociaż namiastkę tego, co się dzieje "po drugiej stronie" - dziękuję :)

  • Gość: [Dominika z D P blog] *.centertel.pl

    Unikam szpitali jak ognia po tym jak w liceum przez tydzień leżałam bez jedzenia. Po kilku dniach miałam dość. Co gorsze - na przeciwko moich okien było KFC. Marzyłam o tym, by teleportować się i coś zjeść...

  • Gość: [Taurina] *.dynamic.chello.pl

    Ciekawe, poruszające, głębokie. Podziwiam ludzi z prawdziwym powołaniem. W imieniu Twoich pacjentów dziękuję za to, co dla nich robisz!

  • naostryge

    To bardzo trudna sytuacja -- kiedy wiesz, że ktoś pod Twoją opieką powinien otrzymać pomoc szybciej, bez czekania, ale wiesz też, że fizycznie nie jesteś w stanie tego zrobić, bo masz pod swoją opieką zbyt wiele równie lub bardziej chorych osób. Podziwiam, że potrafisz w takiej sytuacji nie złościć się na pacjenta. Nie jestem pewna, jak ja bym się zachowała. chociaż mam nadzieję, że równie przyzwoicie, jak Ty.

  • Gość: [Natalia] 78.10.134.*

    Praca pielegniarki jest baaardzo ciężka. Niestety spotkałam sie również z podejściem bardzo pogardliwym do pacjentów, którzy tak naprawdę już odchodzą...tak było w przypadku mojej Mamy. Przykro mi było patrzeć jak te Panie pastwia się nad chorymi, którzy nawet ręki nie mają siły podnieść. Fakt faktem na onkologii jak Mama jeżdziła na chemie to mówiła ze tam pracują złote kobiety, Tego Tobie również życzę, żeby Twoi pacjenci mówili Ci że jesteś Złota Kobieta.

Dodaj komentarz

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci