Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

W Polsce żyją smoki

polskanightingale

Zima 2015

Pracę w oxfordzkim szpitalu rozpoczęłam zakatarzona i ze zdartym głosem. W wynajętym pokoju, nie dość, że przeciekał sufit, to jeszcze okazało się, że mimo włączonego na maksa kaloryferka jest bardzo zimno. Prędko zdecydowałam się zainwestować w farelkę, ale już zdążyłam złapać przeziębienie.

Jak wygląda pierwszy tydzień pracy w angielskim szpitalu? Szkolenia, szkolenia, szkolenia. Cała teoria o prawidłowym używaniu sprzętu do przenoszenia pacjentów, o zapobieganiu zakażeniom, o poufności informacji, o podawaniu leków i nie tylko. Dużo wykładów a także ćwiczenia w grupach. Dzięki temu zapoznałam się z osobami, które zostały zrekrutowane przez tę samą firmę. Jeszcze jedna Polka, kilku Włochów, dziewczyny z Hiszpanii i Portugalii. Zapytałby się ktoś, dlaczego ci ciepłolubni obywatele Europy skusili się na pracę w Anglii, w której pogoda, zwłaszcza w okresie zimowym nie rozpieszcza. Akurat padało już cały tydzień.

- Chciałabym, byście się krótko przestawili i powiedzieli skąd jesteście – tak jedna z naszych mentorek, puszysta blond Angielka o pociągłej twarzy i wysuniętej żuchwie, oddała nam, swoim podopiecznym głos. Na wykładach zazwyczaj jest dwóch nauczycieli. Jeden wykłada, drugi słucha. Po jakimś czasie zamieniają się rolą. Nie wiem, dlaczego tak jest. Możliwe, żeby  jeden pilnował drugiego, by zagadnienia były odpowiednio merytorycznie.

Zaczęli Hiszpanie. Po swoim przedstawieniu angielska blondi zaczęła się rozpływać na temat pysznej paelli i pogody w Barcelonie. Ohh! Portugalczycy! Tam też ciepło. Madera... Pięknie! Cudownie! Włochy? No tak! Pizza! Wino! Morze! Roma! Uśmiechnięte mentorki przerzucały się wzajemnie słowami, z którymi kojarzył im się dany kraj. Przyszła kolej na mnie i na koleżankę...

- Jesteśmy z Polski – powiedziałyśmy.

- Z Polski? Aha – ucięła blondi, trochę zmieszana, bo chyba z naszym krajem nic jej się nie skojarzyło.

No tak. Bo w Polsce przecież żyją smoki.

iguana2039718_1920

***

Po szkoleniach podeszłam do biura zajmującego się wynajmem kampusowych pokoi. Po piętnastu minutach czekania w poczekalni na przyjęcie zgłoszenia o przecieku dachu zostałam poproszona do blatu recepcji, by opowiedzieć o przyczynach mojego gorzkiego żalu. W powietrzu unosił się intensywny zapach azjatyckiego jedzenia. Po drugiej stronie blatu czekał na mnie nieszczerze uśmiechnięty Hindus. Wysłuchał z uwagą moich zażaleń na przeciekający dach i plamy na wykładzinie.

- Tak, tak, to niedopuszczalne, żeby pani padał deszcz na głowę – powiedział kręcąc głową z miną współczucia. – Przyjąłem zgłoszenie – powiedział na odczepnego, już odwracając się na pięcie, zamierzając skończyć rozmowę.

- Zaraz, zaraz! Ale co dalej? Kiedy to zostanie naprawione?

- Mamy 10 dni roboczych na rozpatrzenie zgłoszenia – na twarzy Hindusa widać już było wyraz zniecierpliwienia.

- Ale jak to 10 dni? Przecież mi się leje na głowę! W kilku miejscach sufitu już atakuje grzyb! – nie dawałam za wygraną. Od tygodnia pogoda była iście angielska i deszcz padał niemalże 24 godziny na dobę z różnym nasileniem.

- Grzyb. Dobrze. Przyjąłem zgłoszenie. Proszę cierpliwie czekać – Hindus zamachał mi przed nosem małą karteczką, na której zapisał moje uwagi co do wynajmowanego pokoju. 

W drodze do mieszkania spotkałam moją współlokatorkę z Bułgarii, Azrę. Opowiedziałam jej pokrótce o moim zgłoszeniu z przeciekającym dachem. Kobieta się zaśmiała. Okazało się, że zepsutą toaletę w mieszkaniu zgłaszała przez trzy miesiące, zanim ją naprawili. Trzy miesiące? Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież za każdy z tych pokojów - klitek wynajmujący płaci niemalże 500 funtów! Nie mogłam zrozumieć Azry, która już mieszkała w tym miejscu od roku. Ja miałam silne postanowienie, że muszę znaleźć inne lokum.

Szybko znalazłam z Azrą wspólny język. Bułgarka już mieszkała w Anglii od dziesięciu lat, więc całą drogę do domu opowiadała śmieszne historie ze swojego emigranckiego życia. Od dwóch lat pracowała w oxfordzkim laboratorium jako technik, zarabiała niewiele. Co jej się udawało zaoszczędzić, to odkładała na dom w Bułgarii, bo myślała o powrocie do swojego kraju w przyszłości. Ale, jak sama to ujęła, to nie wyklucza, że pozna jakiegoś księcia z bajki i zmienią jej się priorytety. Żartując weszłyśmy do mieszkania. Nagle twarz Azry stała się bardziej spięta. Wpatrywała się stojącą postać, niedbale opartą o blat kuchenny.

- Cześć Colin – zagaiła Azra, a na jej policzki wypłynął delikatny rumieniec. Colin, wysoki szatyn, na oko mający jakieś 40 lat, uśmiechnął się do nas szeroko. Okazało się, że mężczyzna również jest jednym ze współlokatorów, mieszkającym w pokoju obok Bułgarki. Po krótkiej konwersacji  domyślałam się, dlaczego Azra nie myśli o wyprowadzce z kampusu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi, wszystkie jej gesty pokazywały, że Colin jest bliski jej sercu, a on póki co nie zwracał na nią uwagi.

man2445476_1920

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Ma] *.cpe.net.cable.rogers.com

    Milo sie czyta tez mieszkam za granica ale 7.5 godz samolot od Angli pozdrawiam

  • naostryge

    Haha, przypomina mi się jak poszłam oddać krew jakiś czas temu, i akurat trafiłam, że wywiad ze mną przeprowadzała pielęgniarka, nie asystent. Ponieważ mam bardzo nie-angielskie nazwisko, pielęgniarka (też imigrantka) pyta, skąd pochodzę. No to mówię, że z Polski. Na co pielęgniarka: "Ooo, ja mam sąsiada Polaka!". A ja, zestresowana straszliwie pierwszym oddawaniem krwi i w dodatku zmęczona po całym dniu pracy, wyjechałam: "I pani, i każdy w Londynie...".

    No ale co ja poradzę, skoro to prawda? Nawet ja mam sąsiada Polaka!

  • polskanightingale

    Haha, świetna historia z tym pobieraniem krwi! :-D O sąsiada Polaka w Anglii nie jest trudno. Polski to ponoć drugi najczęściej słyszany język w Anglii. Ale na przykładzie mojej historii i kilku innych, które mnie spotkały zauważyłam, że Anglicy są mało zainteresowani naszym krajem, nie wiedzą z czym ten kraj skojarzyć.

    Marta - gratuluję i podziwiam za decyzję o oddawaniu krwi! Ja się ciągle do tego zbieram :-)

    Ma - 7.5 godziny samolotem od UK? To chyba USA? :-)
    pozdrawiam serdecznie!
    Paula

  • Gość: [Claudia] *.broadband.digiweb.ie

    Bardzo spodobał mi się tekst o smokach - bo przecież zazwyczaj słyszymy, że w Polsce mieszkają białe niedźwiedzie:) A z tą obsługą klienta, to u mnie w Irlandii jest podobnie - trochę trzeba poczekać :)

  • naostryge

    Ja się zebrałam raz w Polsce, ale okazało się, że mam przeciwskazania. W Anglii moje przeciwskazanie nie jest przeciwskazaniem, więc skorzystałam z okazji! Fajnie było, na wrzesień mam następną wizytę :D. Polecam!

  • Gość: [Monika - Paris by Moni] *.dynamic.chello.pl

    Ale smutno, ze ta kobieta nie miala zadnych milych skojarzen... Ja najczesciej slysze albo "papiez-Walesa-Krakow" - skojarzenia historyczno-kulturowe, albo "pierogi-wodka-kapusta" - jezeli ktos interesuje sie kuchnia. No i jasne - byl u nas Smok Wawelski :) Mysle, ze w czasach serialowej obeseji na temat "Gry o Tron" i smokowmozna jakos nasz kraj wylansowac :)

  • Gość: [zwiedzamylondyn] *.bb.sky.com

    Dobre z tymi smokami. My mieszkamy w Londynie i muszę Ci powiedzieć, że wręcz zdumiała mnie częsta (choć oczywiście powierzchowna) wiedza o Nas - Polakach. Znaj nasze największe miasta, często mówią o pysznych pierogach.... Może to rzeczywiście dlatego, że o polskiego sąsiada tutaj nie jest trudno :)

  • Gość: [Ewa Sobania] *.play-internet.pl

    Wciągnęła mnie ta historia. Chętnie dowiedziałabym się co dalej :)

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci