Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

Oxford

polskanightingale

Zima 2015

Przed chwilą się witaliśmy, a już się żegnaliśmy. Zanim się zorientowałam, znowu ciągnęłam swój dobytek spakowany w wielką walizkę w stronę odprawy bagażowej. Następnie, po przejściu przez bramki, z uśmiechem pokiwałam ręką rodzicom. Dałam znak, by już wracali. Zaraz po tym, gdy  straciłam ich z oczu, sztucznie wywołany uśmiech zniknął mi z twarzy. Nienawidzę pożegnań, a miałam wrażenie, że głównie na pożegnaniach opiera się emigracja. Na tęsknocie i pożegnaniach.

Lądowanie w Luton, potem busem do Oxfordu. O godzinie 6 rano wylot z Gdańska, w Oxfordzie byłam już na miejscu o godzinie 11. Dzisiejsze środki transportu dają tyle możliwości. Zaledwie w kilka godzin można przemierzyć tysiące kilometrów.

Przedmieścia Oxfordu nie wyróżniały się niczym szczególnym. Typowe budownictwo z czerwonej cegły. Z GPS-em w jednej ręce i walizą w drugiej szukałam swojego nowego adresu. Po chwili na horyzoncie zamajaczył szpital. Kampus, w którym przydzielili mi pokój, miał się znajdować obok szpitala.

W szpitalnej recepcji odebrałam klucze i list powitalny od zespołu rekrutacyjnego. Cztery bloki mieszkalne, które stały nieopodal szpitala, przypominały z wyglądu nasze polskie osiedla z „wielkiej płyty”. Po wyszukaniu odpowiedniej klatki schodowej zaczęłam poszukiwania swojego pokoju.

Pokój wprawił mnie w osłupienie. Ciasny, metalowe nogi od łóżka straszyły równie skutecznie, jak plamy na wykładzinie i zasłonach. Biurko, krzesło, szafa. To byłoby na tyle. Usiadłam na krześle ciągle kręcąc głową i przyglądając się swojemu nowemu lokum. Nie należę do osób wybrednych, nie potrzebuję luksusów i oczywiście się ich nie spodziewałam. Niby w pokoju było wszystko, co potrzebne, ale przypominało... celę.

7 pokoi w mieszkaniu, wspólna kuchnia, trzy toalety, prysznic i wanna. Wyruszyłam na przechadzkę po kuchni. Każdy lokator miał przydzieloną szafkę. Otworzyłam lodówkę. Niemalże cała zapełniona, z jednym wolnym fragmentem.

- Cześć, jestem Azra. – Nagle z impetem do kuchni weszła brunetka w średnim wieku. – Słyszałam, że ktoś buszuje w kuchni. W którym mieszkasz pokoju? – zapytała.

- Właśnie wprowadziłam się do czwórki. – Brunetka sprawiała wrażenie gospodarza domu. Od razu zaczęła mi pokazywać, gdzie mogę się rozpakować ze swoimi kuchennymi rzeczami .

- No i nie zostawiaj nic w łazience. Papier toaletowy i inne przybory bierz ze sobą do pokoju, bo znika... O! Co tam masz? – zerknęła na kabanosy, które dostałam od mamy na drogę. Patrzyła na nie z takim zainteresowaniem, że nie wypadało jej nie poczęstować. Okazało się, że kobieta chodzi specjalnie do polskiego sklepu, by sobie kupić polskie przysmaki, które bardzo odpowiadają jej bułgarskim kubkom smakowym.

- Polska kiełbasa... – mruknęła z zadowoleniem, przeżuwając kabanosa.

village1751655_1920

***

Jest całkiem blisko do pracy. Jest gdzie spać, jest gdzie się umyć, czego więcej chcieć - próbowałam sama się pocieszyć. Z pewnością będzie ekscytująco, praca na neurochirurgii w słynnym Oxfordzie to jest coś. Przez cały tydzień będą szkolenia, potem wprowadzenie na oddział. Nowa przygoda. Starałam się tak myśleć. Ale kłuło mnie w sercu... Zaledwie wyjechałam, a już tęskniłam za rodziną, nie wiedziałam, kiedy zobaczę Mietka... Na zewnątrz rozpadało się na dobre. Typowa angielska pogoda nie napawała optymizmem. Było szaro, zimno, a każdy podmuch wiatru świszczał przez nieszczelne okno. Zbierało mi się na płacz. Kropla spłynęła na mój policzek. Ale dlaczego? Przecież jeszcze nie płakałam. Spojrzałam na sufit, na którym zgromadziła się plama wody. Z samego środka tej plamy strużka wody leciała mi prosto na głowę. Pięknie. Brakowało mi do szczęścia przeciekającego dachu. 

ivy_lane

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Małgosia Pelnia.eu] *.jmdi.pl

    Bardzo mi się spodobał ten tekst - piszesz pięknym językiem i bardzo ciekawie o zwyczajnym życiu. Będę częściej wpadać.
    Mam za sobą londyński epizod, jako au-pair też się przekonałam, jak pachnie ciężko zarobiony piniądz :). Tym bardziej podziwiam determinację emigrantów.

  • Gość: [Marta - Podróże od kuchni] 212.180.227.*

    Nie wyglądają te początki na dobre. Sama kocham wyjeżdżać, ale tylko w podróże nigdy na zawsze ;-)

  • Gość: [Szufladopółka] *.gdansk.vectranet.pl

    Kiedyś mieszkałam w Londynie, mam do niego ogromny sentyment. Pamiętam też jak odwiedziłam koleżankę, która również studiowała pielęgniarstwo i mieszkała w akademiku przy szpitalu/campusie (nie pamiętam dokładnie) w Northampton. To było urokliwe miasteczko, ale pamiętam, jakie wrażenie zrobiło na mnie to, że jej studia to głównie praktyka i tylko dwa dni zajęć teoretycznych i tak było od początku.
    Powodzenia!

  • naostryge

    Wspominałaś, że w Oxfordzie było Ci nie za ciekawie, więc z zainteresowaniem dowiedziałam się szczegółów. Coś musi być w tym Oxfordzie -- jesteś drugą osobą, która na niego narzeka!

    Swoją drogą, jak tak czytam, jakie miałaś przygody z przyjazdem, to trochę mi się zimno robi. Ja tu odbieram ludzi z lotniska, zawożę na kwatery, pomagam z zadomowieniem się, z papierami... To chyba znak, że NHS jest coraz bardziej zdesperowany, żeby rekrutować z zagranicy.

  • polskanightingale

    Dziękuję gorąco za komentarze! Niestety, praca pielęgniarki w Oxfordzie miała swoje plusy i minusy. Z pewnością dużo się nauczyłam. Miasto drogie i rzeczywiście nie dawało aż tak dobrego zaplecza socjalnego dla nowo przyjeżdzających. Taka trochę szkoła przetrwania ;-) Cieszę się, że Wam się podoba wpis! Pozdrawiam serdecznie

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci