Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

Wielki mały świat

polskanightingale

Wiosna 2013

W czerwcu dostałam kilka dni urlopu. Tym razem zamiast lecieć do Polski zaprosiłam rodziców do Anglii.

Rodzice przyjechali kilka dni temu. Starałam się pokazać im jak najwięcej atrakcji, chociaż sama przez natłok pracy niewiele do tej pory zwiedzałam. To ich pierwszy pobyt w Anglii.

Do zwiedzania wybrałam Chester. Wyczytałam w internecie, że to miejsce, jakie warto zobaczyć ze względu na ciekawą architekturę i bogatą, sięgającą prawie dwóch tysięcy lat historię. Miasteczko było jedną z baz armii rzymskich w Brytanii i zostało otoczone wysokim murem, który zachował się do dzisiaj i jest wielką atrakcją turystyczną. Każdy przyjezdny zaczyna swoją wycieczkę od spaceru po murze.

Czekając na autobus na stacji Picadilly w Manchesterze, który miał nas zabrać do Chester, zaczęliśmy głośno komentować w języku polskim, co się podoba, a co nie. W pewnym momencie zauważyłam, że przygląda nam się szpakowaty mężczyzna, na oko lat 60. Na chwilkę zatrzymałam wzrok na jego twarzy. Kiedy ktoś obcy przysłuchuje się w ten sposób, wygląda, jakby rozumiał nasz język. Zastanawiam się w takich momentach, czy to rodak, czy nie. Nie dziwne. W końcu nas, Polaków, jest tu bardzo wielu, podobno około miliona. Mężczyzna wyczuł mój wzrok i ośmielony podszedł do nas.
- Dzień dobry państwu. Jak się macie? Wspaniały dzisiaj dzień na wycieczkę. Państwo z Polski? - zagaił po angielsku, co rodziców trochę skonsternowało. Angielski znają na tyle, żeby zrozumieć podstawowe słowa. Nigdy tego języka nie uczyli się na żywo.
- Dzień dobry. Tak, jesteśmy z Polski. Rodzice przyjechali na urlop na kilka dni - odpowiedziałam.
- Pytam, gdyż rozpoznałem język. Mój ojciec pochodził z Polski. Ale ja rozumiem jedynie kilka słów, urodziłem i wychowałem się w Anglii - powiedział z uśmiechem.

Pokiwałam z zaciekawieniem głową.

Mężczyzna z pewnością rozwinąłby konwersację, ale w tym momencie kierowca zaczął nawoływać pasażerów do zajmowania miejsc w autobusie. Rodzice po cichu komentowali między sobą, jacy ci Anglicy są uprzejmi, że tak zagajają rozmowę i jakie to miłe. Można by ten sposób bycia przenieść do Polski.

Malownicze Chester swoją architekturą i położeniem nad rzeką Dee nasunęło nam trochę skojarzeń z naszym Toruniem, miastem, do którego często robiliśmy rodzinne wycieczki ze względu na to, że rodzice tam właśnie studiowali. Wiele osób określa Toruń jako miasto magiczne i tak samo określiłabym Chester.

Postawiliśmy sobie za cel przejście wzdłuż całego muru obronnego miasta. Zatrzymaliśmy się na wysokim blanku, z którego roztaczał się widok na park i na rzymskie pozostałości, gdzie akurat odbywała się szkolna lekcja historii. Dzieciaki, na oko dziesięcioletnie, przebrane w stroje rzymskich żołnierzy, na tle ruin amfiteatru w skupieniu słuchały wykładowcy, który demonstrował uderzenia krótkim mieczem i opowiadał im (i nie tylko im, na blanku też zebrała się grupa przechodniów – widzów) o historii Wielkiej Brytanii. Rodzice, mimo nierozumienia padających z dołu zdań, oglądali ten pokaz z zaciekawieniem . Próbowałam coś wyłapać, zrozumieć, bo wiedziałam, że zaraz będą mnie prosili o zwięzłe przetłumaczenie wykładu nauczyciela. Nagle ze skupienia wyrwał mnie znajomy głos.
- Znowu się spotykamy! Jak się podoba Chester? - spotkany wcześniej w autobusie pan, widząc znajome twarze, znowu postanowił zagaić rozmowę. - Pogoda przepiękna. Ja to sobie robię takie wypady do innych miast co dwa tygodnie, ale tak pięknie nie było już od dawna. Wyjątkowo ciepła wiosna. A gdzie dokładnie państwo mieszkacie w Polsce?
- Na północy, w Gdańsku... - zaczęłam. Chciałam powiedzieć kilka zdań o mieście i Bałtyku, gdyż zawsze lubię zachęcać innych do zwiedzania naszego kraju - przecież u nas również jest wiele do zobaczenia - ale nie zdążyłam. Mężczyzna z zadowoleniem mówił:
- Znam Gdańsk! To właśnie z tego miasta jest mój ojciec! Kiedyś, dawno temu, jeszcze za czasów komunizmu w Polsce, pojechałem go odwiedzić. Ale nic, nie przeszkadzam państwu. Życzę miłego zwiedzania.

Gestem pozdrowił rodziców, znowu zaskoczonych tak życzliwym zachowaniem obcego człowieka.

Po zwiedzaniu i obowiązkowym tradycyjnym obiedzie "fish and chips" skierowaliśmy się w kierunku stacji autobusowej.

Mieliśmy jeszcze sporo czasu do odjazdu autobusu i wracaliśmy spacerkiem. Rodzice prosili o tłumaczenie każdej nazwy własnej ulicy, placu czy budynku.

Po dotarciu na miejsce zdumieni zobaczyliśmy tego samego Anglika! On również zamierzał pojechać tym samym autobusem co my! Tym razem, widząc że jestem zszokowana tak niezwykłym zbiegiem okoliczności, jedynie się uśmiechnął. Gdy dotarliśmy do Manchesteru, jeszcze nas na chwilę zatrzymał.
- Tak sobie przemyślałem po drodze sprawę... Może, gdy państwo wrócą do Gdańska... Może przy okazji przekażecie pozdrowienia mojemu ojcu. Mieszka przy ulicy Kartuskiej. Skontaktujemy się na Facebooku i podam dokładny adres? Na imię mam Rob. Miło było mi państwa poznać.
- Oczywiście. Kartuska to ulica, przy której mieszkałam podczas studiów. Narzeczony mieszka tam do teraz. Przy okazji możemy się skontaktować, zapewne to niedaleko – odpowiedziałam.

Wieczorem tego samego dnia odebrałam wiadomość od Roba:

"Mój ojciec nazywa się Antoni Mielec i mieszka przy ulicy Kartuskiej 78. Będę dozgonnie wdzięczny, jeżeli uda się mu przekazać pozdrowienia."

Antoni Mielec! Czytałam kilka razy nie wierząc.

 

chester1747363_12801

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Anna Burczyk] *.stg.pl

    Paula, przeczytalam jednym tchem. Super! Pozdrawiam serdecznie

  • polskanightingale

    Aniu dziękuję za miłe komentarze! Cieszę, że Ci się podobają moje wpisy. Jest to bardzo motywujące :-) pozdrawiam serdecznie!

  • obroni

    blog interesujacy, ale - moglabys usunac reklamy? nie da sie czytac

  • polskanightingale

    Dziękuję za komentarz! Google podpowiedział, że wyskakująca reklama to prawdopodobnie wina licznika wejść na stronę, bo sama nic nie instalowałam. Usunęłam je dzisiaj rano, mam nadzieję, że uporczywe reklamy przestaną być problemem. Pozdrawiam! :-)

  • Gość: [NataliaStg87] *.adsl.inetia.pl

    Wspaniale się czyta!!!

  • polskanightingale

    Dziękuję bardzo za miły komentarz i pozdrawiam serdecznie! :-)

  • Gość: [Alicjano] *.beskidmedia.pl

    No niemozliwe, ze to Sasiad! Jejciu.. ale musial sie zasmucic wiescia :(


    Ps. Powinnas pisac powiesci!

  • polskanightingale

    Dziękuję bardzo za komentarz :-) Ja sama byłam zaszokowana tą historią i rzeczywiście ciarki mi przeszły po grzbiecie, bo poczułam sie trochę jak medium. Tak jakby ojciec przez tą historię chciał coś przekazać swojemu synowi.

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci