Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

Kim jest pielęgniarka w Anglii?

polskanightingale

Zima 2013

Naszym zadaniem w domu opieki było podawanie leków, prowadzenie dokumentów, komunikacja z lekarzami jak coś się działo niepokojącego i nadzorowanie opiekunów. To taki zwięzły zapis. W praktyce - rundki z lekami 4 razy dziennie, co zabierało dość dużo czasu. Podczas tych rundek trzeba było dopilnować, czy osoba starsza rzeczywiście połknęła leki. Zdarzało się, że tabletki znajdowałyśmy powypluwane w łóżku rezydenta, w torebce, pochowane w fałdach fotela czy w doniczce z kwiatem.

W tym domu opieki zwolniono w jednym czasie nagle 6 pielęgniarek. Zrobiły błąd w lekach na padaczkę. Pacjent dostawał nie tę dawkę co powinien i nie zostało to zgłoszone do kierowniczki. Córka pacjenta zauważyła, że ataki choroby zdarzają sie częściej i doszła do sedna problemu. W rezultacie posypały się raporty do Komisji, która zajmuje się jakością opieki w placówkach medycznych i zwolnienia personelu, który zawinił. Zabrakło rąk do pracy i luki wypełniano pielęgniarkami z "agencji".

Personel z agencji często nie zna rezydentów i musi się pytać opiekuna kto jest kto, a co za tym idzie rozdawanie leków zajmuje dwa razy dłużej niż osobie zatrudnionej na stałe. Taki personel nie zmienia opatrunków na ranach. Przychodzi na jeden dyżur w tygodniu. Jest to dla tego personelu praca dodatkowa. Odpracowują niezbędne minimum. Dlatego każdy pracodawca wolałby zatrudnić swoje pielęgniarki, nie z agencji, którym dodatkowo trzeba więcej zapłacić za dyspozycyjność. Opiekunami w naszym domu opieki byli najczęściej młodzi Anglicy, w oczekiwaniu na bardziej intratną pozycję zawodową lub dorabiający na studia. Dość dużo osób rozleniwił systemem zarządzania pielęgniarek z agencji, którym nie chciało się kontrolować należycie ich pracy. Wiedzieli, że i tak są w tym domu opieki jedynie raz na miesiąc. Byli rozleniwieni, a tu nagle przychodzą dwie polskie pielęgniarki i zamierzają ich ustawiać...

Nasze wdrożenie trwało około dwa miesiące. W tym czasie dano nam możliwość podglądania pielęgniarki pracującej na oddziale. Moim mentorem była cudowna Susan, z wyglądu trochę podobna do wybranki księcia Anglii Kate Middleton, która robiła wszystko tak, jak się należy. Była też ciekawa świata. Wypytywała, jak wyglądają takie domy opieki u nas w Polsce. Jest wiele różnic. Wieloosobowe sale, za mało osób do pracy, aby nakarmić staruszków i zanim posiłek został podany już robił się zimny. Pracę w domu opieki miałam na praktykach zawodowych w trakcie studiów. Zapamiętałam, że zatrudniony tam fizjoterapeuta zamiast pacjentów masował w dyżurce panie pielęgniarki. Patrzyłyśmy, ja i inne studentki, na to z niedowierzaniem a jedna szepnęła " "Ooo.... ja też tak chcę...". Pomyślałam wtedy, że cała opieka zdrowotna w Polsce jest chora i jeszcze długo nie wyzdrowieje, jeżeli nie będziemy widzieć w takim zachowaniu nic złego.

Problemy z płynną komunikacją w języku angielskim trwały jakieś pół roku od przyjazdu do Anglii. Uczenie się różnic kulturowych - drugie tyle. W tym czasie usłyszałam, że jestem rażąco niemiła, bo nie dodaję na końcu każdego pytania słowa "please". Zaliczyłam również kilka wpadek - chciałam upomnieć jedną z opiekunek, bo wydawało mi się, że pracuje 2 razy wolniej niż inne. Użyłam słowa leniwy - "LAZY". Trafiłam po tym na dywanik do dyrektorki Karen, że źle się odzywam do personelu. Jak się okazało, w Anglii lepiej zmotywować człowieka dobrym słowem niż złym. Przeprosiłam opiekunkę. Potem zostałyśmy dobrymi koleżankami.

Dokumentacja... Trzeba było napisać kilka słów na temat każdego rezydenta w jego folderze. Tak, każdy pacjent miał swój folder. W nim mogłyśmy znaleźć informacje co lubi a czego nie, jakie ma potrzeby. Na przykład, czy woli brać prysznic rano, czy raczej kąpiel wieczorem, jaką powinien stosować dietę. Wiele informacji, nawet to, czy wolałby umrzeć w domu i czy dać mu umrzeć spokojnie bez reanimacji, czy raczej chce walczyć o każdą minutę życia, nawet jeżeli wiąże się to z inwazyjnym i długim leczeniem w szpitalu. Często zostawałam po godzinach, aby przeczytać te foldery, czy pozapisywać moje nowe spostrzeżenia. Moi podopieczni docenili te starania, widzieli zaangażowanie. Niejednokrotnie 100-letnia Teresa zapraszała mnie do swojego pokoju i uczyła mnie nowych słów. Jeśli czegoś nie mogłam zrozumieć, to jej córka przynosiła album, pokazywała mi zdjęcia, wyjaśniała słowo, którego wcześniej nie znałam. Teresa miała piękny pokój, ściany odmalowane przez córkę na ulubiony, różowy kolor i dużo rodzinnych zdjęć na parapecie i szafkach. Spośród zieleni kwiatów ze ściennego kalendarza spoglądali Książę William i jego żoną Kate. Ta starsza pani, miała w sobie mnóstwo ciepła i sympatii do drugiego człowieka. Gdy wspominam dom opieki, widzę właśnie ją przed oczyma.

Z pracy do domu dojeżdzałam rowerem. Okazało się, że połączenie komunikacji miejskiej między tym odcinkiem jest bardzo słabe. W domu spędzałam czas na nauce angielskiego i rozmowach na Skype z bliskimi. Brakowało mi ich. W tym czasie do Marty dołączył jej narzeczony. Poznała go na jednym z portali społecznościowych. Po kilku miesiącach znajomości jej się oświadczył, z deklaracją, że pojedzie za nią wszędzie. Wydało mi się to szalenie romantyczne. W głębi ducha chciałam, żeby ktoś zrobił coś tak szalonego dla mnie. Dlatego zaczęłam napomykać o tym swojemu lubemu. Zostaw tam wszystko i przyjedź do mnie. Już wtedy myślałam - owszem, praca w domu opieki jest ciężka, ale daje bardzo dużo satysfakcji. Cieżko byłoby mi się rozstać z tymi ludźmi. Narzeczony jednak, zasłaniając sie pracą i zobowiązaniami w kraju, nie chciał o tym słyszeć. Przecież mieliśmy się spotkać na 3 dni za miesiąc. Czegóż więcej chcieć? "No właśnie, czego można chceć więcej po tylu latach związku?" - pomyślałam, nalewając sobie kolejną lamkę wina.

JO8UW3FDNJ2

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci