Menu

Jak pachnie piniądz

Cztery lata temu wyjechałam za granicę jako pielęgniarka do domu opieki. Opowiem Wam tutaj, jak wyglądały moje początki w Anglii, a także dylematy, z jakimi się zmagałam do momentu, w którym jestem teraz.

Barykada

polskanightingale

 Jesień 2013

- Hallloo?! Policja?! Ktoś ukradł mój samochód!! - krzyczał Andy do słuchawki telefonu. Siedział w punkcie pielęgniarskim, malutkim pomieszczeniu, gdzie trzymaliśmy dokumenty i telefony, przedzielonym szybą z korytarzem, aby można było pisać papierologię i jednocześnie obserwować korytarz. Andy wkradł się tam, gdy na moment wyszłam z punktu. Chwilę wcześniej usłyszałam krzyk i pobiegłam zobaczyć, co się dzieje do salonu. To jedna z rezydentek rzuciła tacą z obiadem w opiekuna. Krzyczała, że chcemy ją otruć, jeść tutaj posiłków nie będzie. Z tej chwili mojej nieuwagi skorzystał Andy, bo przeważnie pokoik zamykam na klucz. Andy był ogromnym mężczyzną, jeszcze w sile wieku, demencja dotknęła go bardzo szybko, miał 70 lat. Poruszał się o lasce i gdy ktoś go zdenerwował, potrafił nią porządnie machnąć. Większość z personelu wolała nie wchodzić mu w drogę. Było to jednakże nieuniknione. Andy chodził od jednego korytarza do drugiego, szukając wyjścia z oddziału. Codziennie tworzył inną historię. A to widział przez okno, że ktoś mu kradnie samochód, a to, że musi iść do domu zobaczyć, czy żelazko wyłączył. Dzisiaj znów mu się wydawało, że ktoś się pokusił na jego auto.

- Paula, co się dzieje? Czy ty wiesz, że Andy odbiera telefony?? - zapytała kierowniczka Karen. Przyszła na oddział, a zazwyczaj gdy czegoś chce, dzwoni ze swojego gabinetu na poszczególne oddziały. W tym rzecz. Andy nie mógł wykonać telefonu na zewnątrz, bo nie znał kodu, który działał na zasadzie numeru kierunkowego. Mógł za to odebrać telefony przychodzące do domu opieki, w tym od rodzin innych pacjentów. To oczywiście wzbudziłoby podejrzenia najbliższych, że coś się niepokojącego dzieje w domu opieki. Dlatego kierowniczka pofatygowała się z przejściem przez długie korytarze i schody do oddziału demencyjnego.

- Karen, co ja mam twoim zdaniem zrobić? Andy mnie nie lubi. - Na dowód, zapukałam przez szybkę pokoiku do podopiecznego. Ten zrobił grymas, wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu, pokazał mi język i pogroził laską. Nie przepadał za mną. Według niego, ciągle kłamałam z lekami, przecież on dobrze wie, że jest zdrowy i nie potrzebuje żadnych tabletek. Andy miał specjalną instrukcję dla pielęgniarek od lekarza, że leki można pokruszyć i rozpuścić bądź wymieszać z jedzeniem czy napojem. Wsypywałyśmy mu więc utarty proszek do herbaty, słodząc dużą ilością cukru, aby nie daj boże wyczuł, że dodałyśmy ekstra składnik. Bez leków robił się agresywny. Niestety bywało, że niektórym pielęgniarkom nie udawało się dobrze ukryć ich smaku. Wtedy cały medykament lądował na dywanie, a nawet w napadzie złości Andy potrafił rzucić kubkiem z herbatą o ścianę.

Tym razem, miałam jeszcze dodatkowy problem, ponieważ negatywnie zapamiętałam się Andemu przez to, że nie pokazałam mu dobrej drogi do wyjścia z oddziału, gdy o to prosił. A przecież on musiał wyjść natychmiast! Przecież ukradli mu samochód.

Przez chwilę również kierowniczka Karen próbowała bezskutecznie wywabić rezydenta z pokoiku. Czułam rezygnację. Będę musiała czekać do wieczora, aż Andy łaskawie zgodzi się opuścić pokój z folderami. Już widziałam siebie, piszącą notatki na temat pacjentów po godzinach pracy.

- Może będę mógł paniom pomóc. – Za nami stał Neo, jeden z opiekunów. Neo pracował na tym oddziale już pięć lat. Skończył kilka kursów zawodowych, widać, że czuł się w tym, co robi, jak ryba w wodzie. Rezydenci z demencją, nawet ci, którzy byli najbardziej nieufni i podejrzliwi, jego trzymali za rękę, słuchali się we wszystkim, co mówił. Czasem się zastanawiałam, jak on to robi. Od kiedy zostałam przekierowana na inny oddział, z trudem zyskiwałam akceptację nowych podopiecznych.

Neo zapukał do Andiego przez szybkę. Uśmiechnął się do niego. Rezydent spojrzał z rezerwą. Opiekun poszedł po coś do salonu, wrócił z tostem posmarowanym dżemem. Oto sposób! Andy zaczął odsuwać powoli elementy swojej barykady, czyli szafki poukładane jedna na drugiej. Jak gdyby nigdy nic otworzył drzwi i kierując się w stronę jadalni powiedział: - Napiję się do tego filiżankę herbaty. Słodzę trzy łyżeczki cukru.

 

***

 

Zazwyczaj akceptację u osób z demencją zyskuje się z czasem, okazując zrozumienie, wsparcie, mówiąc dobre słowo. Problemem jest, że chorzy na demencję z dnia na dzień mogą nie pamiętać imion swoich opiekunów, członków rodziny. Opieka staje się trudna, demencja, oprócz zaburzonych zdolności intelektualnych, niesie ze sobą wahania nastrojów czy zaburzenia lękowe, paranoidalne. Chorzy często oskarżają otaczających ich ludzi o złe zamiary, kradzieże czy pomawiają opiekunów o złą opiekę.

Po prostu muszę się uzbroić w cierpliwość – myślałam idąc do punktu pielęgniarskiego po swoją torebkę. Może trzeba poczytać w internecie na temat trików, jak pracować z osobami z demencją? Może zapytam Neo? Jest dobry w tym, co robi. Oprócz tego jest na czym oko zawiesić. Neo to wysoki, dobrze zbudowany Mulat z sympatycznym uśmiechem i śmiejącymi się oczyma. No i mam wrażenie, że skrywa w sobie trochę tajemnicy. Często, gdy o coś pytam, odpowiada żartem, jakby chciał ominąć prawdę. Taki też jest dla naszych podopiecznych, zagaduje, żartuje. Charakteryzuje go empatia. Kiedy widzi, że któryś z podopiecznych nie ma dobrego humoru, to po prostu siada przy nim i trzyma chwilę za rękę.

Wchodzę do szatni dla personelu, otwieram swoją szafkę. Wyciągam z torebki komórkę, nowa wiadomość. Czytam. „Cześć! Tu Neo. Może miałabyś ochotę porozmawiać o pracy i nie tylko przy kawie?”.

Właściwie, czemu nie.

hospice1793998_1280

 

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Aga] *.sohonet.co.uk

    Swietna historia! :)

  • Gość: [Anna] *.stg.pl

    Super :). Szkoda ze tylko jeden rozdzial dzis :)

  • polskanightingale

    Dziękuję za komentarze! Będę się starała dodawać częściej i w mniejszych ilościach, żeby nie zamęczyć czytelników przydługimi wpisami :-) Pozdrawiam serdecznie!

  • christine.m

    Czytając Twoje historie (wcale mnie nie męczą), pomyślałam sobie, że chociaż istnieją różne kultury, mentalności - to potrzeby i problemy opiekuńcze są zawsze i wszędzie takie same. Dlatego ktoś, kto pracuje z chorymi, niesamodzielnymi - zawsze znajdzie dla siebie miejsce. :)

  • Gość: [Iwona] *.centertel.pl

    Bardzo fajnie piszesz. Dobrze się czyta. Dziękuję za te wpisy.

© Jak pachnie piniądz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci